Halo, halo… dzieci od tygodnia uczęszczają do szkoły, a ja tu jeszcze żyję wakacjami!!!!, z których przecież w połowie sierpnia z czterema młynkami do pieprzu przemyconymi w podręcznym bagażu szczęśliwie udało nam się powrócić.
Z niewyraźną miną postronnego obserwatora przyglądam się teraz lekko osłupiała, jak ta nasza domowa codzienność “poczynia sobie”. Standaryzacja, plany zajęć, normalizacja, grafiki, harmonogramy, itp, itd.. Nim jednak do reszty pochłonie mnie wir rodzicielsko-zawodowych obowiązków przyznać się niestety muszę do pewnej porażki, która mną osobiście wstrząsnęła.
No więc… Turcję opuszczałam niepocieszona, ponieważ… ponieważ to nie mi przypadł zaszczytny tytuł “miss turnusu”. Koronę i nagrodę w postaci butelki lokalnego wina zagarnęła…
…moja meszczizna (ta w żółtym z pokaźniejszym od mego cycem)
Taki afront!!! Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak uruchomić klip poniżej,
poprosić o coś zdecydowanie schłodzonego i…
















