Halo, halo… dzieci od tygodnia uczęszczają do szkoły, a ja tu jeszcze żyję wakacjami!!!!, z których przecież w połowie sierpnia z czterema młynkami do pieprzu przemyconymi w podręcznym bagażu szczęśliwie udało nam się powrócić.

Z niewyraźną miną postronnego obserwatora przyglądam się teraz lekko osłupiała, jak ta nasza domowa codzienność “poczynia sobie”. Standaryzacja, plany zajęć, normalizacja, grafiki, harmonogramy, itp, itd.. Nim jednak do reszty pochłonie mnie wir rodzicielsko-zawodowych obowiązków przyznać się niestety muszę do pewnej porażki, która mną osobiście wstrząsnęła.

No więc… Turcję opuszczałam niepocieszona, ponieważ… ponieważ to nie mi przypadł zaszczytny tytuł “miss turnusu”. Koronę i nagrodę w postaci butelki lokalnego wina zagarnęła…

…moja meszczizna (ta w żółtym z pokaźniejszym od mego cycem)

Taki afront!!! Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak uruchomić klip poniżej,

poprosić o coś zdecydowanie schłodzonego i…


dźgnąć kogoś widelcem (w cyca! w cyca!)

Można zbudować twierdzę, a potem ją umacniać i umacniać i umacniać, walcząc z bezwzględnością sił natury,

pomedytować w cieniu sobie można,

 a przy odrobinie szczęścia znaleźć coś cennego,

BARDZO CENNEGO! (Daj mamusi, mamusia się tym zaopiekuje…)

Wieczorem też jest nieźle, bo chłodniej. Przespacerować się można…

…no i poszaleć po sklepach można se wreszcie!!! I naciągnąć rodziców na coś SUPER EKSTRA!!!!!

IC-ME-LEEEEER!!! Nieliczni podróżni wysiadają, my płyniemy dalej do……MAR-MA-RIIIIIIS!!! Powyższe zdjęcie nie jest zbyt reprezentatywne jak dla tego podobno ”największego portu jachtowego w Turcji”, ale moje/nasze dzieci w sile czterech marudzących głosów skutecznie odciągnęły mnie/nas od zwiedzania i fotografowania w 50-stopniowym południowym upale. Po trzydziestu minutach biegu przez Marmaris ulegamy ich “my chcemy już wracać!!!!!!!!!!!”Turecki chłopiec bawiący się w cieniu butelką na sznurku, unoszoną do góry przez prąd gorącego powietrza. (Pewnie przesadziłam ze szczegółowością opisu zdjęcia, ale to na tzw. wszelki wypadek, gdyby ktoś nie mógł… no wiecie… dostrzec sznurka)Chłopca z butelką przyuważyłam ja, migdałowca małżonek.

Turkusy i głębokie zielenie wybrzeża Morza Egejskiego.A to czerwień schowana w głębi lądu (plus turkus czapki córki),a to ultrafiolet, auć! trochę kłujący;)

Taaak… to o czym ja ostatnio pisałam? O tunelu?

Proszę bardzo! Oto i TUNEL, no pewnie że krótszy niż ten duński, ale za to kładeczka po prawej zaprowadzi prosto do raju…

… na (tureckiej) ziemi.

Czym by tu im jeszcze umilić smażenie i przypiekanie boczków, udek, brzucholi? Może… może jakiś egzotyczny duet niechaj im zagra i zaśpiewa? Może Amadou & Mariam?

Il est minuit à Tokyo, il est cinq heures au Mali, quelle heure est-il au paradis?!

A kto zacz ten trzeci co się do duetu przykleił..??!!