i trzepocząc skrzydłami przypomniał mi o:

łyżce w szklance
wietrze przesuwającym firankę
widokówce oglądanej na moście
winie nastroju trampolinie
wolności na maksa, która niewidziala i niełatwa bywa

ale bywa

Czy to zabrzmiało jak ppppppozytyw???

Próbuję medytacji.

Próbowałam medytacji. Teraz – niestety - nie jestem w stanie “wykroić” kawałka czasu na łagodne, przyzwalające, uważne obserwowanie swojego wdechu i wydechu.

Bo stres wżera się we mnie jak rdza w metalową puszkę.
Bo nie radzę sobie z natłokiem negatywnych myśli.
Bo nie mogę dojść do ładu z samą sobą.
Bo nie cieszą mnie drobne przyjemności dnia codziennego.
Bo izoluję się i zamykam.

Izolacja wskazana kiedy do drzwi zima się dobija…
Oj!, słaaabe to pociesznie. Już wolę tych parę prawd a la Sidney Polak: popatrz jak szybko wszystko się zmienia, coś jest, a później tego nie ma, człowiek jest tylko sumą oddechów, więc nie mów mi, że jest jakiś sposób…

Więc nie mów, że mogłaby mi pomóc… medytacja.
Wdech – wydech.