Skrzydlaci mieszkańcy Slottsskogen:

Wegetariańska uczta za 20 koron:

Zarządzam pełne wynurzenie, ha! 

Właśnie wróciłam z podróży. Lato w mieście było gorące, a żar lejący się z nieba zmuszał nas do szukania schronienia w cieniu czegokolwiek. Czasami były to drzewa w parku Slottsskogen pełnym ptactwa walczącego o zdobyczne okruchy darmowego pożywienia rozsypywanego przez nasze dzieci.

No tak, popołudniowa atmosfera w przedpołudniowej godzinie, myślałam sobie spoglądając na koce - prostokątne wyspy rozleniwienia rozsiane na zielonym kobiercu trawy. Były dość gęsto zaludnione ciałami “w połowicznym negliżu” do woli korzystającymi z dobrodziejstw kąpieli słonecznej.

No tak, sielanka… Leżenie na brzuchu, leżenie na wznak, leżenie na boku. Podpieranie podbródka oburącz. Machanie nogami. Swobodna rozmowa, lekka przekąska, jakaś zabawa w plenerze. Choćby przeciąganie liny. Bodajże bieg przed siebie z latawcem falującym ponad głową. Majestatyczny krok faceta spacerującego z iguaną na ramieniu. Wegetariański posiłek za 20 koron.

Czy tu w Szwecji się pracuje?!!
I po co ta nuta irytacji pobrzmiewająca w twoim głosie, drogi mężu? Przecież są wakacje! Wakacje!!!

Idziemy dalej parkową ścieżką. Dokąd ona może prowadzić? Czyżby na Porzeczkową 3?

Skądże znowu! Z Porzeczkową 3 to zupełnie inna historia. Z zupełnie innego snu, w którym nieznajoma kobieta wzruszając ramionami mimochodem wyznaje, że teraz, teraz to już może od niego odejść. Nic mnie przy nim nie trzyma. Poza tym mam dom. Duży dom na Porzeczkowej trzy.

Budzę się w środku nocy i odnajduję siebie w ubraniu na kanapie przed włączonym telewizorem. Ze starego, czarno-białego filmu polskiej produkcji  wychwytuję fragment dialogu. W rozmowie przewija się motyw ulicy…

…Porzeczkowej…