i trzepocząc skrzydłami przypomniał mi o:
łyżce w szklance
wietrze przesuwającym firankę
widokówce oglądanej na moście
winie nastroju trampolinie
wolności na maksa, która niewidziala i niełatwa bywa
ale bywa
Czy to zabrzmiało jak ppppppozytyw???
sierpień 13, 2009
i trzepocząc skrzydłami przypomniał mi o:
łyżce w szklance
wietrze przesuwającym firankę
widokówce oglądanej na moście
winie nastroju trampolinie
wolności na maksa, która niewidziala i niełatwa bywa
ale bywa
Czy to zabrzmiało jak ppppppozytyw???
sierpień 4, 2009
lekko wstawiony, zapewniał nas, że ją posiada, podkreślał jej siłę oraz akcentował jej wszechobecność.
Woluntarysta ten n-ty raz z rzędu rzuca palenie.
Gwarantem sukcesu mają być tajemnicze pigułki.
A ona chwilowo na półkę odstawiona.
czerwiec 5, 2009
Gotowa do wyjścia przystanęłam na chwilę w korytarzu. Na stole pojawi się ciasto biszkoptowe z truskawkawkami i galaretką owocową na wierzchu – ciasto_jakie_dzieci_lubią_najbardziej, zadecydowałam.
W deserową perspektywę wplótł się motyw znanej piosenki The Beatles, której sensownego tłumaczenia szukałam kiedyś w internecie, no i znalazłam w wątku DZISIAJ JA STAWIAM.
Strawberry Field to dom dziecka w Woolton, na przedmieściach Liverpoolu, do którego prowadziła żeliwna brama pomalowana na czerwono.
W Woolton, pod opieką ciotki Mimi, swoje dzieciństwo spędził John Lennon.
W wolnym czasie jak każdy dzieciak uwielbiał się bawić, najchętniej z przyjaciółmi Pete i Ivanem, najczęściej na Strawberry Fields - jak chłopcy nazywali zalesiony teren rozciągający się tuż za domem dziecka.
W takim kontekście Strawberry Fields staje się synonimem szalonej, dziecięcej zabawy, chwil dzikiej, niczym nieskrępowanej wolności fantazjowania, których wspomnienie nieraz powraca w dorosłym życiu.
Strawberry Fields Forever.
maj 3, 2009
…że w Bad Daab słuchało się Daab.
kwiecień 24, 2009
Od tygodnia chodzę przeziębiona, oczy zaszklone, nos czerwony, głowa zajęta rozliczaniem przeszłości.
Czas przeszły nie przybrał postaci słodkiej krówki ciągutki skąpanej w złotych słonecznych promieniach. Czas przeszły chmurny i durny, pełen błędów i niewłaściwych decyzji lub co gorsza zaniechań, podskórnych lęków i irracjonalnego niepokoju też masa, a wszysko to podprawione brakiem wiary “w Ciebie, w siebie, w nas” i goryczą, jaką daje poczucie niespełnienia. Moje wewnętrzne paralizatory już zacierają ręce. Nieźle się zapowiada, powalimy ją i już się nie podniesie.
Wrong. Too long.
Weekend ma być złoty. Skąpany w słońcu. Pachnący.
Wybiorę się z małą na dłuuugaśny spacer żeby popodziwiać i poobserwować, przeczytam synowi obiecany fragment z “Mistrza i Małgorzaty”, napiję się piwa ze znajomymi z sąsiedztwa, wieczorem obejrzę z mężem film.
To w sobotę.
A w niedzielę może wyruszymy wspólnie gdzieś przed siebie. W plener jakiś.
marzec 28, 2009
Jak to lapidarnie ujął Malcolm McLaren “Jazz is Paris and Paris is Jazz”.
Jednorodna mieszanka z grą na trąbce w tle.
Dla mnie bomba.
grudzień 20, 2008
- Już za piętnaście ósma!!! – wykrzyknęła ona i jak oparzona wyskoczyła z łóżka.
- Co to znaczy? - on burkął przez sen i…
…i tym pytaniem rozśmieszył ją do bólu szczerego.
Poranny dialog pomiędzy mężem a żoną posłuży mi jako zwyczajowy pretekst do przemycenia klasycznego kawałka Beatlesów, w którym podmiot liryczny odmiennie niż mąż i żona zareaguje na dźwięk budzika. Co prawda na skutek wczesnorannej nadgorliwości zegarków do biura dotrze i tak spóźniony, więc koniec końców wyluzuje. W biurwowym korytarzu zapali papierosa oraz zignoruje przechodniego dyskutanta w zamian fundując sobie niekontrolowany odlot w świat marzeń i snów…
…w świat marzeń i snów…
…z którego wyrwie go radiowa szczekaczka uprzejmnie donosząc o szalejącym kryzysie, a on nieświadom odgrywanej roli buzz marketera poda dalej:
I heard the news today oh boy
Four thousand holes in Blackburn, Lancashire
And though the holes were rather small
They had to count them all