Szejk muzyczny


i trzepocząc skrzydłami przypomniał mi o:

łyżce w szklance
wietrze przesuwającym firankę
widokówce oglądanej na moście
winie nastroju trampolinie
wolności na maksa, która niewidziala i niełatwa bywa

ale bywa

Czy to zabrzmiało jak ppppppozytyw???

lekko wstawiony, zapewniał nas, że ją posiada, podkreślał jej siłę oraz akcentował jej wszechobecność.
Woluntarysta ten n-ty raz z rzędu rzuca palenie.
Gwarantem sukcesu mają być tajemnicze pigułki.

A ona chwilowo na półkę odstawiona.

Gotowa do wyjścia przystanęłam na chwilę w korytarzu. Na stole pojawi się ciasto biszkoptowe z truskawkawkami i galaretką owocową na wierzchu – ciasto_jakie_dzieci_lubią_najbardziej, zadecydowałam.
W deserową perspektywę wplótł się motyw znanej piosenki The Beatles, której sensownego tłumaczenia szukałam kiedyś w internecie, no i znalazłam w wątku DZISIAJ JA STAWIAM.

Strawberry Field to dom dziecka w Woolton, na przedmieściach Liverpoolu, do którego prowadziła żeliwna brama pomalowana na czerwono. 
W Woolton, pod opieką ciotki Mimi, swoje dzieciństwo spędził John Lennon.
W wolnym czasie jak każdy dzieciak uwielbiał się bawić, najchętniej z przyjaciółmi Pete i Ivanem, najczęściej na Strawberry Fields - jak chłopcy nazywali zalesiony teren rozciągający się tuż za domem dziecka.

W takim kontekście Strawberry Fields staje się synonimem szalonej, dziecięcej zabawy, chwil dzikiej, niczym nieskrępowanej wolności fantazjowania, których wspomnienie nieraz powraca w dorosłym życiu.

Strawberry Fields Forever.

…że w Bad Daab słuchało się Daab.

Od tygodnia chodzę przeziębiona, oczy zaszklone, nos czerwony, głowa zajęta rozliczaniem przeszłości. 
Czas przeszły nie przybrał postaci słodkiej krówki ciągutki skąpanej w złotych słonecznych promieniach. Czas przeszły chmurny i durny, pełen błędów i niewłaściwych decyzji lub co gorsza zaniechań, podskórnych lęków i irracjonalnego niepokoju też masa, a wszysko to podprawione brakiem wiary “w Ciebie, w siebie, w nas” i goryczą, jaką daje poczucie niespełnienia. Moje wewnętrzne paralizatory już zacierają ręce. Nieźle się zapowiada, powalimy ją i już się nie podniesie.

Wrong. Too long.

Weekend ma być złoty. Skąpany w słońcu. Pachnący.
Wybiorę się z małą na dłuuugaśny spacer żeby popodziwiać i poobserwować, przeczytam synowi obiecany fragment z “Mistrza i Małgorzaty”, napiję się piwa ze znajomymi z sąsiedztwa, wieczorem obejrzę z mężem film.
To w sobotę.
A w niedzielę może wyruszymy wspólnie gdzieś przed siebie. W plener jakiś.

Jak to lapidarnie ujął Malcolm McLaren “Jazz is Paris and Paris is Jazz”.
Jednorodna mieszanka z grą na trąbce w tle.
Dla mnie bomba.

- Już za piętnaście ósma!!! – wykrzyknęła ona i jak oparzona wyskoczyła z łóżka.
- Co to znaczy? - on burkął przez sen i…
…i tym pytaniem rozśmieszył ją do bólu szczerego.

Poranny dialog pomiędzy mężem a żoną posłuży mi jako zwyczajowy pretekst do przemycenia klasycznego kawałka Beatlesów, w którym podmiot liryczny odmiennie niż mąż i żona zareaguje na dźwięk budzika. Co prawda na skutek wczesnorannej nadgorliwości zegarków do biura dotrze i tak spóźniony, więc koniec końców wyluzuje. W biurwowym korytarzu zapali papierosa oraz zignoruje przechodniego dyskutanta w zamian fundując sobie niekontrolowany odlot w świat marzeń i snów…

…w świat marzeń i snów…

…z którego wyrwie go radiowa szczekaczka uprzejmnie donosząc o szalejącym kryzysie, a on nieświadom odgrywanej roli buzz marketera poda dalej: 

I heard the news today oh boy
Four thousand holes in Blackburn, Lancashire
And though the holes were rather small
They had to count them all

Następna strona »