Ktoś do mnie dzisiaj dzwonił. Z Madagaskaru.
Sprzątając biurko niechcąco potrąciałam… nieee, nie zająca… słuchawkę telefonu. Na wyświelaczu pojawił się napis “kim jesteś”.
Darłam papiery odsuwając na bok  filozoficzne rozważania.
Potem dzwonił syn. Jest na obozie. Mówił, że byli na targu, kupił sobie cuksy, a teraz idą na trening. Taaak, podoba mu się. O 22.30 gaszą światło, więc się wysypia.
Córka z ciotką (przyszywaną) szyją dzisiaj ubranka dla Zuzi (przytulanki owieczki).
Mąż też dzwonił. Po konsultację w sprawie zakupu telefonu… sorry, szamponu.