sierpień 2009


i trzepocząc skrzydłami przypomniał mi o:

łyżce w szklance
wietrze przesuwającym firankę
widokówce oglądanej na moście
winie nastroju trampolinie
wolności na maksa, która niewidziala i niełatwa bywa

ale bywa

Czy to zabrzmiało jak ppppppozytyw???

Ktoś do mnie dzisiaj dzwonił. Z Madagaskaru.
Sprzątając biurko niechcąco potrąciałam… nieee, nie zająca… słuchawkę telefonu. Na wyświelaczu pojawił się napis “kim jesteś”.
Darłam papiery odsuwając na bok  filozoficzne rozważania.
Potem dzwonił syn. Jest na obozie. Mówił, że byli na targu, kupił sobie cuksy, a teraz idą na trening. Taaak, podoba mu się. O 22.30 gaszą światło, więc się wysypia.
Córka z ciotką (przyszywaną) szyją dzisiaj ubranka dla Zuzi (przytulanki owieczki).
Mąż też dzwonił. Po konsultację w sprawie zakupu telefonu… sorry, szamponu.

lekko wstawiony, zapewniał nas, że ją posiada, podkreślał jej siłę oraz akcentował jej wszechobecność.
Woluntarysta ten n-ty raz z rzędu rzuca palenie.
Gwarantem sukcesu mają być tajemnicze pigułki.

A ona chwilowo na półkę odstawiona.