maj 2009


- spytała wczoraj córka, która zdecydowanie częściej niż syn myśli o tym, co chciałaby robić jako dorosła osoba.
Zostanę malarką, będę mieszkała z tobą (ze mną) i malowała obrazy, a potem sprzedawała je za kasę, przekonywała mnie zimą rozkładając się ze swoim warsztatem twórczym gdzie popadnie.

z2
z3

Będę kucharką. Upiekłam dla ciebie pyszne babeczki, chcesz spróbować?, usłyszałam niedawno w przydomowym ogródku, gdzie uwielbiam rozłożyć koc pod jabłonką i leżąc pupą do góry czytać książki w słoneczne popołudnia.
Poczekaj, tylko trochę je przyozdobię… i talerz nagle odfrunął sprzed mego nosa.

z1
Hmm, często jeszcze zmienia plany, marzenia, wyobrażenia lecz głęboko wierzę, że dosięgnie swego celu.

z4

…że w Bad Daab słuchało się Daab.

W Bad Daab miałam wyleczyć wszystkie paranoje swoje, a skończyło się na tym, że jestem bogatsza o jeszcze jedną. Chrabąszcz majowy uderza o szybę okna, a ja odganiam duchy, a kysz!, a kysz! A tak przyjemnie słuchało się opowieści o “domu, w którym od zawsze straszyło i ciągle straszy”.

W Bad Daab tulipany już przekwitły. Przygladając się ich nagim, samotnie sterczącym, wynędzniałym słupkom nie jestem w stanie zrozumieć holenderskiej fascynacji cebulkami kwiatów, jak i holenderskiego imperatywu ich posiadania.
Konkluzja nr 1 brzmi: świat jest pełen dziwaków, szaleńców i hochsztaplerów, wykorzystujących dziwactwa i słabości innych.
Konkluzja nr 2 brzmi: ten majowy, ten chrząszcz, chrabąszcz, żuk za oknem jest strasznie… namolny!!!

ogrod2