Od tygodnia chodzę przeziębiona, oczy zaszklone, nos czerwony, głowa zajęta rozliczaniem przeszłości. 
Czas przeszły nie przybrał postaci słodkiej krówki ciągutki skąpanej w złotych słonecznych promieniach. Czas przeszły chmurny i durny, pełen błędów i niewłaściwych decyzji lub co gorsza zaniechań, podskórnych lęków i irracjonalnego niepokoju też masa, a wszysko to podprawione brakiem wiary “w Ciebie, w siebie, w nas” i goryczą, jaką daje poczucie niespełnienia. Moje wewnętrzne paralizatory już zacierają ręce. Nieźle się zapowiada, powalimy ją i już się nie podniesie.

Wrong. Too long.

Weekend ma być złoty. Skąpany w słońcu. Pachnący.
Wybiorę się z małą na dłuuugaśny spacer żeby popodziwiać i poobserwować, przeczytam synowi obiecany fragment z “Mistrza i Małgorzaty”, napiję się piwa ze znajomymi z sąsiedztwa, wieczorem obejrzę z mężem film.
To w sobotę.
A w niedzielę może wyruszymy wspólnie gdzieś przed siebie. W plener jakiś.