- Już za piętnaście ósma!!! – wykrzyknęła ona i jak oparzona wyskoczyła z łóżka.
- Co to znaczy? - on burkął przez sen i…
…i tym pytaniem rozśmieszył ją do bólu szczerego.
Poranny dialog pomiędzy mężem a żoną posłuży mi jako zwyczajowy pretekst do przemycenia klasycznego kawałka Beatlesów, w którym podmiot liryczny odmiennie niż mąż i żona zareaguje na dźwięk budzika. Co prawda na skutek wczesnorannej nadgorliwości zegarków do biura dotrze i tak spóźniony, więc koniec końców wyluzuje. W biurwowym korytarzu zapali papierosa oraz zignoruje przechodniego dyskutanta w zamian fundując sobie niekontrolowany odlot w świat marzeń i snów…
…w świat marzeń i snów…
…z którego wyrwie go radiowa szczekaczka uprzejmnie donosząc o szalejącym kryzysie, a on nieświadom odgrywanej roli buzz marketera poda dalej:
I heard the news today oh boy
Four thousand holes in Blackburn, Lancashire
And though the holes were rather small
They had to count them all
Gdyby jakiś ktoś czas jakiś temu powiedził mi, że moją lekturą przed zaśnięciem będą “Szalone lata dziewięćdziesiąte” J. Stiglitza uznałabym to za w znacznym stopniu prawdopodobne. Gdyby jednak osobnik ten próbował mi wmówić, że późne jesienne wieczory a.D. 2008 spędzę przed telewizorem z włączonym kanałem CNBC Biznes, a do taktu biznesowych wiadomości wywijać będę drutami wydziergując żółty szaliczek dla mojej córuś obdarowałabym gościa pobłażliwym uśmiechem, w duchu stwierdzając, że mam do czynienia z szalonym heretykiem.
Dzisiaj przyznałabym rację szalonemu heretykowi - nie pomyliłby się co do książki, pory roku i dnia, kanału telewizyjnego i zajęcia dla rąk.
Druty wyciągnęła z kartonu, w którym aktualnie przetrzymujemy różne “duperele spod kanapy” (kanapa tymczasowo powędrowała w fachowe ręce tapicera), córuś moja. Mamo, pokaż mi jak się robi na drutach!!! No i zaczęło się “przeciąganie liny” – wymigiwanie z mojej (dziecko, druty to ja ostatnio miałam w rękach jak byłam niewiele starsza od ciebie!), a naleganie z jej strony (no mama!, maama!!, maaamaaa!!!). Skończyło się na wielkich poszukiwaniach choćby skromnego kłębka włóczki. Kiedy córka z tryumfujacą miną wręczyła mi zdobyczną resztówkę białej włóczki, okazało się, że o dziwo jeszcze pamiętam jak nabiera się oczka i przerabia rząd pierwszy, drugi, dziesiąty, pięćdziesiąty, sto piędziesiąty… i dzierga mini szaliczek dla – jak postanowiła córka – króliczka. A zrobisz jeszcze jeden? Dla mnie? Tylko koniecznie w kolorze żółtym, bo żółty kolor najbardziej pasuje do mojej kurtki!
No i teraz przesiaduję późnymi wieczorami na kocu (kanapa wciąż u tapicera). Spowita światłem lampy przysłuchuję się aktualnościom z rynków finansowych, komentarzom analityków, prognozom gospodarczym na bliższą oraz dalszą przyszłość i… dziergam, dziergam, dziergam.
Ku zadowoleniu córki.
Ku przerażeniu męża, który, gdyby tylko miał taką możliwość, w akcie desperacji chyba rwałby sobie włosy z głowy.