Na plantację truskawek prowadzi furtka trochę przez czas przekrzywiona. Plantacja rozciąga się obok pola z jęczmieniem, które przecudnie faluje w wietrzne dni, jakich tu u nas ostatnio nasilenie.
Rzędy zielonych krzaków porasta w części jaskier z tak rzutką ekspansywnością, że miejscami, partiami truskawkowe pole bardziej przypomina łąkę niż plantację.
Byłam tam przedwczoraj, na tej plantacjo-łące, żeby nazbierać trochę truskawek “do pojedzenia”.
Po południu byłam w kościele (w roli asystentki córki sypiącej kwieciem), wieczorem pojechałam na jogę.
Śpieszyłam się, bo jak zwykle wyjechałam w “ostatniej chwili”. Słońce świeciło intensywnie przeszkadzając mi w prowadzeniu auta. Mrużyłam oczy i słuchałam lekko ochrypłego głosu Agnieszki Szydłowskiej.

Kiedy ćwiczę telefon zostawiam w szatni, a po zajęciach nie mam zwyczaju sprawdzania listy nieodebranych połączeń, a tym bardziej oddzwaniania. Zajęcia kończą się późno, wpół do dziesiątej, szybko się więc przebieram, w drodze powrotnej wstępuję jeszcze do sklepu spożywczego, żeby kupić chleb i coś do chleba, a potem to już śmigam do domu. A w domu dzieci w piżamach, córka nawet pod kocem i spod tego koca z wielkim wyrzutem w głosie pyta “dlaczego ja telefonu nie odbieram?”. Objaśniam jej krótko i od razu przechodzę do kwestii kolacji, której jak się okazuje moje dzieci jeszcze nie jadły, ponieważ “chleb z soją im nie smakuje”. “Kupiłam zwykły”, mówię i wyciągam z reklamówki najzwyklejszy bochenek chleba. “Ale ryżu nie kupiłaś, a chciałam ci powiedzieć, żebyś kupiła”, nadaje głosik spod koca. “A właśnie, że kupiłam. I śmietanę kupiłam… Czy ktoś ma może ochotę na ryż z truskawkami?”

Gotowa do wyjścia przystanęłam na chwilę w korytarzu. Na stole pojawi się ciasto biszkoptowe z truskawkawkami i galaretką owocową na wierzchu – ciasto_jakie_dzieci_lubią_najbardziej, zadecydowałam.
W deserową perspektywę wplótł się motyw znanej piosenki The Beatles, której sensownego tłumaczenia szukałam kiedyś w internecie, no i znalazłam w wątku DZISIAJ JA STAWIAM.

Strawberry Field to dom dziecka w Woolton, na przedmieściach Liverpoolu, do którego prowadziła żeliwna brama pomalowana na czerwono. 
W Woolton, pod opieką ciotki Mimi, swoje dzieciństwo spędził John Lennon.
W wolnym czasie jak każdy dzieciak uwielbiał się bawić, najchętniej z przyjaciółmi Pete i Ivanem, najczęściej na Strawberry Fields - jak chłopcy nazywali zalesiony teren rozciągający się tuż za domem dziecka.

W takim kontekście Strawberry Fields staje się synonimem szalonej, dziecięcej zabawy, chwil dzikiej, niczym nieskrępowanej wolności fantazjowania, których wspomnienie nieraz powraca w dorosłym życiu.

Strawberry Fields Forever.

Na samochodzie węża motyl nie siada, a na moim zając się rozbija, śmierć na miejscu ponosząc.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że śpieszyłam się bardzo, żeby zdążyć na dziewiątą wieczór, by punkt dziewiąta wydać P. walizkę. Pomarańczową.

Sprawą wtórną owego zdarzenia (przykrego w konsekwencjach dla stron obu) jest wtórnik tablic rejestracynych, których w dalszym ciągu nie ma.

- spytała wczoraj córka, która zdecydowanie częściej niż syn myśli o tym, co chciałaby robić jako dorosła osoba.
Zostanę malarką, będę mieszkała z tobą (ze mną) i malowała obrazy, a potem sprzedawała je za kasę, przekonywała mnie zimą rozkładając się ze swoim warsztatem twórczym gdzie popadnie.

z2
z3

Będę kucharką. Upiekłam dla ciebie pyszne babeczki, chcesz spróbować?, usłyszałam niedawno w przydomowym ogródku, gdzie uwielbiam rozłożyć koc pod jabłonką i leżąc pupą do góry czytać książki w słoneczne popołudnia.
Poczekaj, tylko trochę je przyozdobię… i talerz nagle odfrunął sprzed mego nosa.

z1
Hmm, często jeszcze zmienia plany, marzenia, wyobrażenia lecz głęboko wierzę, że dosięgnie swego celu.

z4

…że w Bad Daab słuchało się Daab.

W Bad Daab miałam wyleczyć wszystkie paranoje swoje, a skończyło się na tym, że jestem bogatsza o jeszcze jedną. Chrabąszcz majowy uderza o szybę okna, a ja odganiam duchy, a kysz!, a kysz! A tak przyjemnie słuchało się opowieści o “domu, w którym od zawsze straszyło i ciągle straszy”.

W Bad Daab tulipany już przekwitły. Przygladając się ich nagim, samotnie sterczącym, wynędzniałym słupkom nie jestem w stanie zrozumieć holenderskiej fascynacji cebulkami kwiatów, jak i holenderskiego imperatywu ich posiadania.
Konkluzja nr 1 brzmi: świat jest pełen dziwaków, szaleńców i hochsztaplerów, wykorzystujących dziwactwa i słabości innych.
Konkluzja nr 2 brzmi: ten majowy, ten chrząszcz, chrabąszcz, żuk za oknem jest strasznie… namolny!!!

ogrod2

W morskim plenerze się przyjemnieje…

baltyk1…spacerując…

baltyk3…robiąc rzeczy odpowiadające indywidualnym preferencjom…

baltyk2…podziwiając nadmorską roślinność…

W zeszłą niedzielę nie wybraliśmy sie nad morze, bo… czuliśmy się cokolwiek sfatygowani (prawda, wężu?!!). Sfatygowani sobotnim biesiadowaniem przy ognisku. Nad morzem spędziliśmy Wielkanoc w sposób może nie nazbyt konwencjonalny ale… zdrowy?!

Następna strona »